Od FB-foszka do lęk-wolności


Zaczęło się dość niewinnie – moim jedynym wnioskiem z miesiąca bez Facebooka miało być to, że przez miesiąc nie będę korzystał z Facebooka. To, co odkryłem przez ten miesiąc, sprawiło natomiast, że bardziej zrozumiałem hipisów przestrzegających przed social mediami kontrolującymi umysły i wieszczącymi koniec świata.

Prolog

Po pracy, pewnego lipcowego dnia, otwierając stronę Facebooka na komputerze, Meta wymusiła na mnie haracz zaoferowała wykupienie dostępu do Facebooka bez reklam za 29,99 PLN lub dalsze ich oglądanie.

Moje oburzenie wywołały dwa czynniki – pierwszym był element zaskoczenia. Meta postawiła ultimatum (płać hajsem albo prywatnością), a decyzję trzeba było podjąć natychmiast. W 2025 roku natomiast Messenger często bywa podstawową formą kontaktu z bliskimi i rodziną – masz do wyboru zapłacić, albo zapłacić, albo zerwać kontakt. Taka sytuacja nie pozwala konsumentowi na podjęcie jakkolwiek poinformowanej decyzji.

Drugi powód to czynnik cebulowy. Czy oglądając reklamy na Facebooku przynoszę mu 29,99 złotych zysku? Wydaje mi się, że tak, a nawet więcej. Czy korzystanie z Facebooka jest warte 29,99? Na szybko, przypomnijmy sobie czynniki, które motywowały nas do przejścia z naszej-klasy na Facebooka:

  • Kontakt ze znajomymi
  • Śledzenie informacji związanych z naszymi obszarami zainteresowań poprzez grupy
  • Treści udostępniane przez znajomych

I dzisiaj tak sobie siedzimy ze znajomymi na Facebooku, z których 70% nie zamieniliśmy słowa przez ostatni rok. Śledzimy informacje, które według algorytmu są w kręgu naszych zainteresowań. Mamy dostęp do udostępnionych przez znajomych i obserwowane strony treści po przekopaniu się przez promowane i sponsorowane posty. Jedyne, co mi Facebook oferuje, to pewien sentyment. Możliwość przypomnienia sobie postów z czasów studenckich pt. „kto na piwo?”. Pamiętania o tym, że kiedyś byłem naprawdę fatalną wersją siebie, a moi znajomi jeszcze nie zasługiwali na obecną, oświeconą, wersją mnie.

Foch

W wyniku tych skomplikowanych kalkulacji wyszło mi, że nie opłaca się wydawać na to gotówki, a Facebookowi nie chcę pozwalać na ukierunkowane reklamy. Facebook stwierdził, że teraz ślizgając palcem po telefonie będzie mnie zatrzymywał za karę na poszczególnych reklamach. Na pierwszy ogień poszła aplikacja Facebooka na telefon.

NO BO JA PRZECIEŻ I TAK NIC NA TYM FACEBOOKU NIE ROBIĘ, powiedziałem sobie w myślach, samymi kapitalkami. Nie będzie mi brakowało tego fejsbunia.

I tutaj nastąpił plot twist. Okazało się, że w ciągu dnia wielokrotnie sprawdzam fejsa. Jedną z pierwszych rzeczy, której mi brakowało w Facebooku, to możliwość postalkowania. Nowa osoba w pracy? Sprawdźmy na fejsie. Kolejną rzeczą było sprawdzenie harmonogramu seansów saunowych – sprawdzanie ich na insta jest koszmarem. Okazuje się, że wiele biznesów woli zamiast utrzymywać własną stronę z aktualnościami, uzależnić się od platformy. Wszelkie społeczności, których jestem częścią, mają albo grupę na Facebooku albo na Messengerze. „W terenie” jak się nie dowiem czegoś przez Messengera, to przepadło.

Zbliżający się sierpień, będący uniwersalnie w Kościele miesiącem trzeźwości, skłonił mnie do samoeksperymentu, jakim było odcięcie się od Facebooka na miesiąc.

Soft exit

Jak każdy odpowiedzialny człowiek, wystosowałem żądanie o kopię danych z Facebooka i Instagrama. Następnie wykorzystałem możliwość deaktywowania Facebooka bez Messengera i… Plan był prosty – po miesiącu wrócić z foszka.

Pierwszy tydzień separacji był w miarę łagodny i przebiegał tak, jak podejrzewałem. Łapałem się od czasu do czasu na chęci sprawdzenia czegoś na Facebooku, ale jednak nie miałem jakiegoś syndromu odstawiennego. Ale porozmawiajmy o lęku.

Jestem osobą, która ma problemy z przetwarzaniem abstrakcyjnych pojęć. Mówiąc krótko – za młodu nie było mi po drodze z empatią wobec osób w depresji, ale po przejściu wypalenia zawodowego, w 100% rozumiem ludzi, którymi targają emocje. To jest coś takiego, gdy nagle zostanie wyłączona klimatyzacja i człowiek uświadamia sobie hałas, który powoduje. I jeszcze tutaj zaznaczę, że jak byłem pytany przez psychiatrę (diagnozującego moje ADHD) o stany lękowe to zdecydowanie i stanowczo odpowiedziałem „nie”.

I co z tym lękiem? Po pierwszym tygodniu zauważyłem, że czuję się spokojniejszy. I to był moment, kiedy sobie uświadomiłem, że od kilkunastu lat Facebook utrzymuje mój mózg na stałym (chociaż niskim) poziomie lęku. I nagle wszystko stało się oczywiste: lęk zwiększa nasze poczucie konieczności obrony własnych poglądów/opinii, tworzą się bańki, polaryzujemy się i coraz trudniej nam się dogadać z ludźmi o innych poglądach (czy to jest to „social” w mediach?).

W okolicach tygodnia 2-3 zacząłem odczuwać wyraźniejsze pozytywne efekty „odstawienia”:

  • Dokończyłem sweter, który zacząłem 3/4 lata temu
  • Jestem na bieżąco z Wednesday na Netflixie
  • Ruszyłem książkę o architekturze heksagonalnej w Javie
  • Rozwinąłem dwa projekty, które mam na boku
  • Docisnąłem temat mojego licencjatu
  • Stałem się bardziej obecny wśród ludzi (a przynajmniej tak mi się wydaje)

A wady? No oczywiście. Żeby być całkowicie uczciwym muszę wspomnieć, że moje ADHD ucierpiało wskutek odcięcia się od tego taniego źródełka z dopaminką. Możliwe, że to był powód, dlaczego rzuciłem się na tak dużą ilość side-questów w życiu. Jednakże objawy, które towarzyszą z ADHD przez cały ten miesiąc się delikatnie nasiliły, co trzeba mieć na uwadze.

Epilog

Czy zatem stałem się hipisem nawołującym do porzucenia tych strasznych, niszczących mózgi, social mediów? Trochę. Czy chcę wrócić do robienia galaretki z mózgu poprzez naświetlanie się Facebookiem? No póki co nie. Czy polecam ten eksperyment każdemu? Tak.

To doświadczenie pozwoliło mi odkryć, że moim domyślnym sposobem funkcjonowania było bycie zestresowanym chomiczkiem gotowym oddać cały swój czas na naświetlanie oczu reklamami. Nie twierdzę, że na każdego Facebook tak oddziałuje. Nie uważam się za bardzo za osobę odporną psychicznie, ale nigdy wcześniej nie podejrzewałem, że Facebook może mieć na mnie tak istotny wpływ.

Nie uważam, żebym podczas tego eksperymentu dowiedział się czegoś nowego o Facebooku (wszak dzisiaj o zagrożeniach ze strony social mediów wszyscy wiedzą), ale na pewno pozwoli mi to lepiej planować moją aktywność w sieci.

Jeżeli tylko nie zarabiasz na chleb siedząc na mediach społecznościowych, koniecznie spróbuj tego detoksu!


Do poczytania (stronniczo):

  1. Panoptykon, Algorytmy Traumy. Jak Facebook karmi się twoim lękiem
  2. Instrat, Podatek cyfrowy – Fundacja Instrat dołącza do listu otwartego
  3. Spider’s Web, Facebook bez reklam ma być tańszy. „Każda rozsądna osoba powinna tyle zapłacić”
  4. Niebezpiecznik, Musimy poważnie porozmawiać o Facebooku
  5. Facebook, Tymczasowa dezaktywacja konta na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *